K.Cz. buławaTomasz Kusion

Słów kilka o książce o buławach

   

Przed wakacjami ukazała się książka p. Jacka Gutowskiego: „Buławy i buzdygany w Polsce od XVI do XVIII wieku” wydana przez Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Warszawa 2015. Pozycja wydrukowana została w bardzo efektownej formie, w twardych oprawkach, na ładnym papierze, w dwóch wersjach językowych. Oprócz „ Słowa wstępnego”, „Wprowadzenia” i „Zakończenia” rozdziałów jest dziesięć ujętych w dwóch głównych tematach: „Symbolika buław i buzdyganów” i „Buławy i buzdygany używane w Polsce”. Przyjęto nowy, ciekawy układ graficzny: w tekście pojawiają się miniaturowe zdjęcia omawianych obiektów, a następnie te przedstawienia obiektów, w postaci dużych zdjęć zgrupowane są po każdym  rozdziale. Zamieszczono również bibliografię i dodatkowe (formalne) informacje.

        Niestety to wszystko, co dobrego można powiedzieć o tej publikacji, złej, wręcz szkodliwej. Pozycja ta roszcząca sobie prawo do określenia jej jako opracowania naukowego takim opracowaniem nie jest. Nie jest też katalogiem wystawy. To rodzaj prywatnych, rozważań autora na powyższy temat, mieszanina megalomanii, arogancji i wróżenia z fusów.

        Całość napisana chaotycznie pseudo – erudycyjnie, patetycznym, napuszonym językiem z upodobaniem do obcojęzycznych cytatów (bez tłumaczenia) i technicznych (?) określeń tureckich. Głównie, tekst opiera się subiektywnych ocenach zabytków pod względem stylistycznym, technologicznym i warsztatowym (co jest o tyle dziwne, że żadnych takich badań zakrojonych na szerszą skalę nie przeprowadzono) na dość banalnych i znanych twierdzeniach oraz na konfabulacjach historycznych, czasem ciekawych, ale wobec braku rzetelności autora, koniecznych do sprawdzenia i weryfikacji. Większość zdjęć obiektów to buławy wypożyczone na wystawę w Wilanowie, lub ściągnięte (często w postaci zdjęć) z polskich muzeów. Z tego materiału wysnuto  iście bajeczną opowieść. Bibliografia, wątlutka nie zajmuje dwóch stron. Niestety książka oprócz zgromadzenia pewnego materiału głównie ilustracyjnego nic nie wnosi. Wszystkie uwagi autora należałoby sprawdzić i zweryfikować.

Szkoda tak zmarnowanej okazji!

Nieco rozwijając temat:

Zadziwia brak nazwisk recenzentów tej pracy, a zwykle przyjmuje się konieczność posiadania dwóch pozytywnych recenzji najlepiej przygotowanych przez znawców przedmiotu, a wobec mało znanej dziedziny, co najmniej przez wytrawnych (utytułowanych) historyków.

Już początek źle wróży: we wstępie dyrektora Muzeum w Wilanowie (s. 7) sławiącym niesłychanie dokonania autora trafił się zabawny lapsus językowy i pojęciowy – zaliczenie tytułowych obiektów do konfekcji męskiej (buławy razem z szelkami i skarpetkami hetmanów?!?).

Sam autor „skromnie” ogłasza (s. 15): „Prezentowane dalej rozważania nie roszczą sobie prawa do uznania za kompletne i zamknięte. Stanowią etap badań, który wymagał będzie kontynuacji. Są próbą dostarczenia najbardziej prawdopodobnych i weryfikowalnych rozwiązań elementarnych problemów dotyczących typologii, chronologii i symboliki używanych w Polsce buław i buzdyganów. O tyle o ile przynoszą wiarygodne i metodologicznie akceptowalne wyniki, mogą stać się początkiem dalej idących ustaleń”.

Niestety to wszystko pozostało jedynie teorią.

Autor wydaje się nie akceptować oczywistej prawdy, że buławy i buzdygany przyjęły się głównie w Polsce, pod wpływem tureckim (a były używane w kręgu krajów walczących z Turkami Osmańskimi) i w Rosji. Okazjonalnie pojawiały się w Szwecji (bo ta walczyła z Polską mniej więcej w tym samym okresie) i w krajach Niemieckich, tam głównie jako prezenty, lub zdobycze.

W rozdziale „Buławy i buzdygany z warsztatów europejskich” dość dowolnie potraktowano temat, porównując rzeczywiste obiekty i ich graficzne przedstawienia, praktycznie omawiając jedną grupę buław przypisując ją dość enigmatycznym „warsztatom siedmiogrodzkim”, a tak naprawdę jednemu wykonawcy, wskazanemu zresztą dość niedawno (przypis 125 s. 60) Na tej podstawie zbudowano całą koncepcję typologiczną, określając wytwory pierwotne i wtórne, a następnie naśladownictwa. Te porównania, mogą być traktowane jedynie jako źródła pomocnicze wymagające krytycznych ocen przedstawień graficznych, zależnych od wielu czynników od zdolności artystów (często powoływano się na kopie obrazów- a w obiektach nie zwracano uwagi na stan ich zachowania oraz ich jednorodność) Wszystko oceniano według zewnętrznych cech stylistycznych, opisywanych przez autora, analiz odlewniczych i technicznych bez żadnego odwoływania się do dokumentów, czy innych źródeł. A przecież oceny stylistyczne i technologiczne są niesłychanie trudne zwłaszcza przy braku możliwości dokładnego zbadania obiektów, a posługiwanie się zdjęciami jest namiastką wiedzy. Co więcej autor jakby nie wiedział, że Siedmiogród od 1541 był zależnym księstwem pod panowaniem tureckim. W materiale ikonograficznym od s. 76 do 161 zestawiono obrazy lub ich fragmenty, zdjęcia sarkofagów, przedstawienia rysunkowe, wreszcie rzeczywiste obiekty, pokazując ogromną ich różnorodność form, wykonania, wszystkie wrzucając do jednego worka jako wyroby europejskie (wyróżniając jedynie kilka buław określonych jako siedmiogrodzkich).

W rozdziale „Buławy i buzdygany z warsztatów tureckich„ znowu przyjęto jednakową ocenę zabytków i ich graficznych przedstawień, co jest nadużyciem, a w każdym razie dużym uproszczeniem. Autor tworzy jakąś nową nieznaną kategorią buław i buzdyganów: „Jakość tych obiektów predestynowała je jedynie do przystrajania wierzchowców podczas parad” (s. 177) W materiale ikonograficznym s. 178 do 239 znowu do jednego worka zostały wrzucone obiekty wielce się różniące.

W rozdziale „Buławy i buzdygany z „Manufaktury lwowskiej” Autor zaczyna od buław „indoperskich” (?), o których dotąd nie było ani słowa, aby przejść do buław „lwowskich” co zajmuje mu strony od 240 do 261, wprowadzając ten termin, ale go nie definiując, natomiast wdając się w różnego typu dywagacje od technicznych, warsztatowych po szeroko rozumiane historyczne. Wszystko bez jakiegokolwiek naukowego zaplecza. Materiał ilustracyjny od s. 262 do 336, ukazuje taką różnorodność, że jedynie wiara w słowa autora mogą je łączyć w jedną grupę.

Rozdział „Użytkownicy buław i buzdyganów z manufaktury lwowskiej”, choć krótki jest czystą poezją, wytworzoną przez imaginację autora dotyczącą naszych dziejów historycznych.

Rozdział, który powinien wszystko wyjaśniać „Autorzy buław i buzdyganów z manufaktury lwowskiej”, po długich rozważaniach podsumowuje: „Dotychczas w archiwaliach lwowskich  nie natrafiono na ślad „Manufaktury lwowskiej”. Fakt ten wydaje się znaczący …” (s. 345). I po dalszych natchnionych strofach „W tej sytuacji perspektywy identyfikacji rozproszonych warsztatów współtworzących „manufakturę lwowską” są niewielkie. Większe być może szanse ma próba, ustalenia, kto był organizatorem całego przedsięwzięcia.” (s. 348).Wreszcie podano winowajców: „Najlepiej powyższemu profilowi odpowiadają osoby wywodzące się z Ormian polskich …” (s. 348) i dalej rozwijając temat jako niezwykłe odkrycie i osobliwość. Co jest o tyle dziwne, że o Ormianach napisano sporo, były też wystawy muzealne  np. w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Skąd to zaskoczenie!?

Jakby tego było mało pojawił się także rozdział „Buławy i buzdygany konkurentów „Manufaktury lwowskiej”, jak widać imaginacja autora nie ma granic!

O zakończeniu przez litość nie wspomnę.

Wprowadzanie typologii, systematyki, bez poparcia weryfikowalnymi dowodami naukowymi, wprowadzanie nowych pojęć np. „manufaktura lwowska”, o których nic nie wiemy i dalsze ich rozwijanie jest wręcz szkodliwe, a na pewno nie ma nic wspólnego z nauką.

Brak rzetelności autora można ocenić jednoznacznie: Z Muzeum XX Czartoryskich na wystawę „Res Sarmatica – buławy i buzdygany …” wypożyczono 6 szt. obiektów w tym jedną szablę. W książce zamieszczono zdjęcia 22 buław i buzdyganów i 2 szabel z tych zbiorów (zamówione w Fundacji XX Czartoryskich). W zbiorach jest 30 (31) buław i buzdyganów, o szablach, czy innych obiektach mogących zostać użytymi w takich rozważaniach nie wspomnę.

Autor nie oglądał, nie miał w rękach nawet jednej trzeciej zabytków z tych zbiorów, nie wie o jednej trzeciej zabytków, nie przeprowadzał większych kwerend.

Na jakiej podstawie może mówić o technologii, systematyce, typologii!? W książce nie podano zresztą żadnych, nawet podstawowych wymiarów obiektów.

Nie poruszano, nawet szacunkowo ilości możliwych buław i najwyższej klasy buzdyganów w porównaniu do zachowanych zabytków w Polsce, za to, zastanawiając się nad wyglądem hipotetycznych (zaginionych) obiektów.

Z dość pobieżnych obliczeń wynika, że hetmanów wielkich koronnych było 23, hetmanów polnych koronnych 35, hetmanów wielkich litewskich 28, hetmanów polnych litewskich 29, co daje liczbę 115 dostojników, z których każdy mógł mieć po kilka buław (o królach nie wspominając). O ilości buzdyganów jako znaków dowódców, znaków honorowych  trudno cokolwiek powiedzieć, oprócz tego, że musiało ich być dużo!. Do tego dochodziły obiekty zdobyte na Turkach, Tatarach, (Rosjanach?).

Reasumując:

Nie pojawił się znikąd Nowy Znawca tematu. Wszystkie twierdzenia autora wymagają weryfikacji i potwierdzenia naukowego. Nic nie wyjaśniono, Nic nie ustalono!

Wprowadzono jedynie wiele zamieszania!!!

Przytaczając stary dowcip: „Miało być lepiej, a …. .”

Tomasz Kusion

St. Kustosz Działu XIV – Zbrojownia

Muzeum XX Czartoryskich

Kraków 2016

485 Total Views 2 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing