Maria Turos - Poniatowski Tomasz Kusion

Parę słów o książce pani Marii Turos „Rok ostatni księcia Józefa Poniatowskiego”

Oświęcim 2015

 

 

 

 

 

 

Książka składa się z wprowadzenia, sześciu rozdziałów, aneksu i spisu rycin. We wstępie autorka dość dowolnie przytacza różne źródła o różnorodnych problemach historycznych, także o epoce napoleońskiej, dodatkowo wzbogacając je o strony internetowe już bardziej związane z tą epoką, aby zakończyć powrotem do księcia Józefa Poniatowskiego i jego śmiertelnych ran.

W rozdziale I: „Katastrofa w czasie odwrotu” powrócono do wydarzeń w Rosji. Po wymienieniu najwcześniejszych biografii Księcia, Autorka przytacza fakt, że książę odniósł ciężką kontuzję na przełomie października i listopada, padając z koniem: „Koń padł pod Księciem Józefem i nogę mu tak zepsuł, że go opatrzyć musiano i nie mógł dowodzić konno, wieziono go w powozie” s. 18 (przypis 46). Następnie przytoczono wszystkie możliwe i parę „niemożliwych” opinii o kampanii 1812 roku i opisów tego wypadku, aby przejść do możliwych interwencji lekarskich (s. 24, s. 25, s. 26, s. 27, z ciekawymi uwagami o anomaliach pogodowych od s. 27 do s. 30) przypominając na s. 30 inne wcześniejsze kontuzje księcia. W rozważaniach posługiwano się tak opracowaniami historycznymi jak i podręcznikami medycznymi. Dalszy ciąg to równie zagmatwany opis powrotu Księcia z wyprawy z podsumowaniem ,że oprócz następstw urazu „ Na resztę życia pozostało mu znaczne pogorszenie słuchu jako wynik kontuzji”(s. 40, s.41). W całym tym wywodzie brak jasności, ponieważ niesłychanie drobiazgowe podpieranie się materiałami od rzeczywistych źródeł z epoki poprzez opracowania (różnej klasy) aż po podręczniki lekarskie, tylko komplikuje sprawę. Brak opowieści własnej – prostego opisu możliwego faktu i jego medycznego komentarza. Dywagacje o anomaliach pogodowych skądinąd ciekawe, czy o sposobach tamowania krwi, należą raczej do historii ogólnej, z głównym tematem mają niewiele wspólnego. Ten sposób opisów stosowanych i dalej, rozpaczliwego podpierania każdego zdania przypisami mniej czy bardziej źródłowymi, przekazywanie wszystkich możliwych wersji, z wszystkimi możliwymi komentarzami, wprowadza zamieszanie i niepewność.

W rozdziale II: „Między Warszawą a Krakowem” , pojawia się „ sznurówka” usztywniająca księcia. Nie negując samego faktu dziwi mnie, że tym, który ją wprowadził jest Kazimierz Brandys (s. 45, przypis 18,19,) literat, a nie źródło historyczne.

Podobnie wygląda w rozdziale III: „Noc w Krakowie” z tłem historycznym, opisanym gdzie indziej dużo lepiej, z uwagami medycznymi oczywistymi i nic nie zmieniającymi.

Rozdział IV: „Na zachód”, w którym z wielkim trudem dowiadujemy się o pierwszej ranie księcia w prawą dłoń (s. 58, 59, 60,). Dywagacje na temat piki i spisy są dość kuriozalne i niczym nie poparte, a rozważania lekarskie ciekawe lecz ogólne, bo wystarczyłoby stwierdzenie o ranie niewielkiej.

W Rozdziale V: „Lipsk-ostatnie starcie” znaleźliśmy się wreszcie na polu bitwy. Zgłoszono następną ranę zadaną kulą karabinową 16 października: „W prawą rękę między dłonią a łokciem postrzelony został”(s. 66,). Dalej rana zmienia miejsce (s. 68, przypis 22) następna taka możliwość (s. 72 przypis 61,63,) Opis mianowania księcia Poniatowskiego marszałkiem, również podaje wszystkie, znane z pamiętników wersje, czyli możliwe trzy daty. Następna rana księcia – 18 października: „Jakaś rana kontuzja”   (s. 74??). Autorka powołuje się także, co czyniła już wcześniej, na źródła literackie, nie historyczne. 19 października  „… dostał w lewe ramię postrzał”(s. 80,81,). Kolejna, czy ta sama rana (?) „ kula karabinowa ugodziła go w okolicę lewego obojczyka” (s. 81,), „ inni – z epoki” o tej ranie nie piszą – opis medyczny (s. 81, 82, 84,) i rozważania o mundurze księcia, w kontekście jego właściwości ochronnych (?). Wszystko przed pokonaniem Pleissy, którą przepłynął z pomocą Francuza Hipolita Blechamps (s. 86,). Następnie pojawia się opowieść o mostach i wracamy do Księcia rannego, idącego pieszo: „ugodzony był obok piersi kulą omdlał na chwilę” (s. 93 przypisy 245,246,247,). Podano mu konia, skacze do Elstery…: „ odbiera trzecią ranę…”(s. 94,). I dalej: „ Wskoczył Książę w rzekę i już się więcej nie pokazał (…), podobno w tym skoku popręg pękł, koń się przewrócił i zgniótł jeźdźca” (przypisy 262, 263,). Koniec Pieśni !!

Rozdział VI: „Otwierając drzwi historii” powinien podsumować tę historię. Po pewnych wywodach medycznych dotyczących stanu księcia, zajęto się zagadnieniem kuriozalnym: kto go zabił!- „czy była to bratnia kula” (s. 97,) – określono czas feralnego skoku między 12.45 a 13.30 (s. 98,), przeprowadzono złożone rozważania o przeciwnikach i ich postępach w terenie, aby nie dochodząc do żadnych konkretnych wniosków, przejść do czasu wydobycia zwłok  (s. 109, 110,111,112, oraz  s. 114,).  Później opisano procedurę pochówku zwłok. (s. 115, s. 116,) i w końcu protokół przekazania zwłok sporządzono 17 lipca 1814 roku (s. 117 przypis  nr 300 a opis na s. 118,) „znaleziono ranę postrzałową w górnej części klatki piersiowej” ( przypisy: 215, 216, 217) dalszy opis i dywagacje (s. 119, 121, 122,).

W aneksie przytoczono Akt przekazania zwłok księcia Józefa Poniatowskiego.

Pytanie, które należałoby zadać brzmi: czy dowiedzieliśmy się coś nowego na temat ostatnich chwil księcia Józefa Poniatowskiego, czy jakieś sprawy zostały wyjaśnione. Odpowiedź brzmi NIE!

Autorka nie opowiedziała żadnej własnej historii tego przypadku, nie wiemy jaka jest Jej opowieść i Jej zdanie o całej tej historii, a szkoda!

W jednym opracowaniu, głównie kompilacyjnym, przytoczono nadzwyczaj chaotycznie wszystkie możliwe opisy i opinie, bez ich systematycznego i krytycznego opracowania. Co gorsza źródła wykorzystano, fragmentarycznie, bez ich oceny i jakiegokolwiek rozeznania. Wydawałoby się, że najpierw powinny być uwzględnione źródła z epoki, w tym dokumenty, wspomnienia, gazety, następnie opracowania historyków, a w końcu przypadkowe artykuły przyczynkarskie (patrz Z. Żygulski i inni). Tutaj tak nie zrobiono. Często przytaczany, zwłaszcza w części końcowej A. M. Skałkowski z artykułów zawartych w tomie „O cześć imienia polskiego”, Oświęcim 2015, cytowany jest fragmentarycznie, jakby autorka, mu nie dowierzała! To spotkało też innych autorów wspomnień!

Nader rzadko używano najlepszych opracowań podstawowych (i najbardziej dostępnych): R. Bielecki, A, Tyszka, „Dał nam przykład Bonaparte…” Kraków 1984, M. Łukasiewicz, „Armia księcia Józefa 1813”, Warszawa 1986.

Aby dobić czytelnika, nie opracowano indeksu wykorzystanej literatury, co może nie być winą Autorki, bo to Wydawnictwo (Napoleon V), niestety, stosunkowo często to praktykuje.

Tomasz Kusion

St. Kustosz

Działu XIV Muzeum książąt Czartoryskich w Krakowie,

Oddział Muzeum Narodowego w Krakowie

Kraków, kwiecień 2017

 

 

182 Total Views 1 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing