Krzysztof Czarnecki

Zamkowi goście z płytami nagrobnymi w tle

Zamkowi goście z płytami nagrobnymi w tle

Poniższy esej zawiera swobodne refleksje autora z podróży bronioznawczej do Malborka, które z pozoru tylko nie układają się w spójną całość. Dotykają bowiem wielu spraw związanych z bronioznawstwem i pokazują z jak rozległą materią mamy do czynienia w procesie doskonalenia wiedzy o Broni i Barwie.

Bronioznawstwo może być niebezpieczne.

Było to 15 czerwca 2002 roku. Czterech pasjonatów broni (członków naszego Stowarzyszenia) i dwa zaproszenia do wzięcia udziału w uroczystości otwarcia wystawy: 101 arcydzieł dawnych mistrzów XV – XVIII wieku ze zbiorów Państwowego Ermitażu w Sankt Petersburgu, uzbrojenie – broń – tapiserie w Muzeum Zamkowym w Malborku. Tego dnia nie można było narzekać na brak atrakcji różnego lotu i pochodzenia. Zaczęło się od konieczności zamiany środków transportu. Obszerne BMW wskutek niedopasowania ogumienia do dynamicznej reszty ustąpiło miejsca Hondzie. Opóźnienie tym spowodowane udało się nadrobić dzięki umiejętnościom kolegi pełniącego z lubością rolę naszego kierowcy, o którego przewagach na drodze będzie jeszcze mowa w dalszej części tekstu. Przed bramą Zamku stawiliśmy się na czas.

Wystawa jako całość wywarła na nas ogromne wrażenie. Kompozycja składająca się z ceglanych murów wnętrza, rozwieszonych na nich tapiserii dobrej próby i wszechogarniający całość połysk metalu bijący z rozstawionego przemyślnie uzbrojenia tworzyły niezwykłą kompozycję nie tylko pobudzającą emocję wyobraźni ale i skłaniającą do śledzenia detali poszczególnych eksponatów. To temat na odrębne rozważania. Jak to zwykle w Malborku bywa, tam się dba o gości. Ta tradycja ma zdaje się wielowiekową tradycję i od kilkuset lat zaprawiona jest pewnym pierwiastkiem słowiańskim. Wystarczy policzyć lata polskiej obecności w tych murach. Był więc dalszy etap wernisażu czyli przyjęcie dla zaproszonych. Tam to miałem okazję porozmawiać z wieloma ciekawymi ludźmi. W tym z panem dr Jurijem Aleksandrowiczem Millerem (otczestwo to piękny patronimik), którego – wedle krążącej anegdoty – domowe pantofle rezydowały w Malborku. Pan Miller podzielił się ze mną w ciepłych słowach swoją miłością do Polski i Malborka – miejsca dla niego szczególnego jak sam powiedział. Tajemniczość Ermitażu kazała mnie podjąć rozmowy i z innymi przedstawicielami tego szacownego muzeum. Z jednym z nich rozmowa toczyła się wspaniale. Sprzyjała temu atmosfera stworzona przez gospodarzy i genius loci Zamku. Jako niepohamowany w pędzie do wiedzy bronioznawca skierowałem naszą rozmowę na tory uzbrojenia. Pociąg rozmowy toczył się gładko do momentu podjęcia tematu gotyckich spiżowych płyt nagrobnych. Mój rozmówca był przemiły i otwarty na rozmowę. Rozumieliśmy się doskonale do momentu zadania przeze mnie pytania nie podszytego żadną inną myślą poza tą wyartykułowaną. Owo kluczowe pytanie brzmiało mniej więcej tak: Czy w Waszych zbiorach macie vischerowskie płyty, a jeżeli tak to czy zrobiliście na ich temat opracowanie naukowe? Zapoznałbym się z nim chętnie. Człowiek zawsze pozostaje istotą pierwotną i w jakimś stopniu jest w stanie odebrać cudze emocje. Nastrój pękł jak bańka mydlana, a mój przemiły towarzysz w degustacji bankietowych specjałów nagle zesztywniał i oświadczył mnie tonem już oficjalnym, że wszystkie płyty nagrobne pochodzące z Polski zostały oddane w Poznaniu minister Cywińskiej. Proszę zauważyć, ja nie o to pytałem, ponieważ jako Wielkopolanin i Poznaniak doskonale wiedziałem o fakcie ich przekazania Kościołowi Poznańskiemu. On również doskonale rozumiał moje pytanie, ale jakiś imperatyw kazał jemu zachować się tak a nie inaczej. Nie muszę dodawać, że od tego momentu rozmowa wyraźnie straciła dobry klimat i wkrótce pożegnaliśmy się serdecznie.

Żeby zakończyć wątek spiżowych płyt… Co więc tak poruszyło mojego rozmówcę? Pokrótce postaram się przybliżyć ten etap historii płyt spiżowych należących do Archidiecezji Poznańskiej. Owe płyty nagrobne hitlerowcy zrabowali i wywieźli w okresie II wojny światowej do Norymbergi. W związku z pogarszającą się sytuacją na frontach ukryli je w górach Harzu. Zwycięska Armia Czerwona zdobyła je w ramach łupów wojennych i przekazała do zbiorów Ermitażu w Leningradzie gdzie spoczywały w magazynach muzeum przez kilkadziesiąt lat. Poniżej zaprezentuję dwa teksty przemówień ówczesnego Metropolity Poznańskiego Księdza Arcybiskupa dr Jerzego Stroby, które zostały wygłoszone 6 grudnia 1990 roku w Bazylice Archikatedralnej w Poznaniu. Pierwszym z nich jest: Powitanie,

 il.1 Powitanie

Dowiadujemy się z niego więcej o osobach, które wzięły udział w zgromadzeniu i o jego celu. Drugi zaś tekst wystąpienia Arcybiskupa jest obszerniejszy i nosi tytuł: Podziękowanie,

il.2 Podziękowanie

Proszę się jeszcze raz pochylić nad tym tekstem bowiem jego redakcja, styl i dobór słów wiele mówią o czasach sprzed ponad dwudziestu trzech lat, ale także o retoryce zastosowanej przez składającego podziękowanie.

Sprawa spiżowych płyt nagrobnych z Wielkopolski jest przykładem jak długie i trwałe w czasie są cienie wojny i jak swym istnieniem nadal oddziaływają na ludzi bez względu na ich narodowość. Miejmy też w pamięci „historyczne” praktyki i sposoby, dzięki którym czołowe muzea na świecie olśniewają dziś publiczność bogactwem swoimi zbiorów. Podobno największa ilość katan i innej tradycyjnej broni japońskiej nie znajduje się wcale w Japonii. Prawa zwycięzców są nieubłagane. W czasie pokoju rodzą się więc czasem reakcje wręcz alergiczne na prosto sformułowane pytania nie podszyte żadnym kontekstem poza ciekawością pasjonata broni. Są one zapewne pokłosiem złożonych sytuacji związanych z trofeami wojennymi.

Poniżej prezentowana jest jedna z tych płyt. Przedstawia ona Łukasza Górkę, wojewodę poznańskiego (+1475) znamienitego członka pochodzącego z jednego z najmożniejszych i najpotężniejszych rodów w Polsce a urodzonego w Górce (Polonia Maior). Łukasz Górka wyobrażony jest w postaci stojącej i ubrany w piękną zbroję gotycką w typie niemieckim, która dopełniona mieczem i mizerykordią nadaje mu rycerski wygląd pełen dostojeństwa.

il.3 Łukasz Górka (Katedra Poznańska)

Zakon Krzyżacki istniał jako sąsiad naszego państwa do 1525 roku. My ukształtowani wizjami artystycznymi przedstawiającymi wygląd Krzyżaków w sposób nieco jednostronny i ograniczony czasowo do okresu Grunwaldu no i może jeszcze Płowiec nie możemy zapominać, że w czasie trwania ich władztwa zmieniał się wygląd i uzbrojenie rycerzy mnichów. Ostatnie wypowiedzi pani dr Małgorzaty Grupa zawarte w jednym z artykułów prasowych budzą kontrowersje i każą się mieć na baczności. Część dotycząca Krzyżaków wymaga w kontekście rekonstrukcji pochówków krzyżackich w Kwidzynie naprawdę rozwagi i spokojnego podejścia a przede wszystkim głębokiej analizy Średniowiecza w optyce kostiumu i barwy w szerokim rozumieniu ówczesnego widzenia świata i bogatej symboliki wszechobecnej w ówczesnym życiu. Ostatnia ćwierć XV wieku przynosi piękne i dojrzałe rozwiązania w dziedzinie uzbrojenia ochronnego. Przedstawiam kilka wyobrażeń znakomitego garnituru uzbrojenia dla jeźdźca i konia. Nie mamy wprawdzie bezpośrednich świadectw wskazujących jednoznacznie na to iż takie właśnie zbroje nosili najznaczniejsi Krzyżacy. Z dużym jednak prawdopodobieństwem możemy sądzić iż tego typu garnitury były w użyciu. Do takiego sądu uprawniają następujące czynniki. Pochodzenie uzbrojenia: południe Niemiec. Skład narodowościowy Krzyżaków i płynące stąd związki z kulturą i rzemiosłem obszaru niemieckojęzycznego. Moda na nowe rozwiązania techniczne w dziedzinie uzbrojenia. Tu wśród ludzi parających się wojną obowiązuje od wieków zasada, że nie tylko ma być pięknie, na czasie, ale i użytkowo. Konieczność uzupełniania uzbrojenia powodowana jego zużyciem nie tylko w bezpośredniej walce ale i wskutek naturalnego procesu starzenia się materiału z którego je wytworzono. Wreszcie też aktualne wymogi pola walki. Przedstawiam więc ilustracje prezentujące uzbrojenie i rycerzy zakonnych w zbrojach, których nie okrywa tkanina i pysznią się one fakturą metalu oraz utrwaloną w nim estetyką dojrzałego gotyku zarówno w formie jak i detalach zdobienia.

Zobrazowany wyżej zestaw ilustracji pokazuje ten sam garnitur uzbrojenia ochronnego pochodzenia niemieckiego z ostatniej ćwierci XV wieku utrwalony poprzez zdjęcie obiektu, obraz pędzla Leszka Rościszewskiego i figurę historyczną. Proszę się przyjrzeć uwidocznionym na nich detalom i zastanowić się nad bogactwem rozwiązań konstrukcyjnych i artystycznych. Koniec XV wieku stał się w dziedzinie produkcji uzbrojenia ochronnego podstawą do eksplozji form, zdobnictwa zbroi w XVI wieku, o ironio w okresie kiedy tak naprawdę rozwój broni palnej i nowych taktyk stosowanych na polu walki eliminował powoli z użycia tę formę ochron ciała jako już anachroniczną. Nic jednak nie następowało gwałtownie a siła oddziaływania psychologicznego zbrojnego w blachy męża była stale obecna w świadomości współczesnych.

Powrót z Malborka również nie był wolny od przeżyć i to takich z pogranicza życia i śmierci. Rozdyskutowani i pełni wrażeń z wystawy ze zdziwieniem usłyszeliśmy, że wybiła już północ. Jeden z kolegów oświadczył ze śmiechem, że od tej chwili pozostajemy we władaniu duchów. W chwilę później sygnał z telefonu komórkowego przywrócił go do świadomości prozy życia. Przez kilka chwil tłumaczył swej zatroskanej żonie, że właśnie wraca na łono rodziny i że tęskni. Będąc mimowolnymi świadkami rozmowy pominęliśmy milczeniem ten oczywisty dysonans wprowadzony przemocą poprzez pierwiastek żeński do rozmowy prawdziwych mężczyzn bronioznawców. Najgorsze miało jednak nastąpić kilka chwil później. Na prostej, wąskiej i pustej do tej chwili drodze z naprzeciwka pojawiła się feria świateł. Pojazd zbliżający się do nas miał włączone wszystkie możliwe reflektory od dachu po zderzak. Nie reagował na ostrzegawczy błysk wysyłany z naszego pojazdu. Wraz z jego zbliżaniem się narastał w nas niepokój, ponieważ sądząc z mocy luksów była to ogromna ciężarówka i wcale nie jechała po swoim pasie ruchu tylko zygzakowała po drodze. Znając ogólnie charakterystykę naszych szlaków do podróżowania transportem kołowym – a przypominam, że był to rok 2002 – można sobie łatwo wyobrazić, że nie bardzo było gdzie zjechać na pobocze. Sytuacja stawała się dramatyczna. Wtedy nasz kolega, fan jazdy-syn lotnika, wysokiego oficera WP- pokazał co potrafi. Nagle zdawałoby się wbrew logice przyspieszył pęd pojazdu i skierował go w jedyny możliwy do zjazdu fragment pobocza. Reszta odbyła się jak w zwolnionym filmie. Wystarczy stwierdzić, że samochód zatrzymał się o jakieś pół metra od okazałego kamienia polnego, a ja nie mogłem otworzyć prawych przednich drzwi pojazdu ze względu na blokujące tę czynność drzewo. Nic nam się nie stało jak widać, bo nie miałby kto opisać to wydarzenie. Żeby dodać dramatyzmu całej sprawie, to pojazd zmieścił się pomiędzy kamieniem z przodu, drzewem z prawej i rowem melioracyjnym z lewej. Jesteśmy prawie pewni, że kierowca „tira” zasnął za kierownicą i obudził się w momencie samego zdarzenia, pewnie pod wpływem dźwięku klaksonu. Musiało go dręczyć sumienie, ponieważ w jakiś czas potem bardzo podobny pojazd mijał nas z przeciwnej strony jadąc bardzo wolno. Dostrzegliśmy go potem jeszcze raz, kilka kilometrów dalej na przydrożnym parkingu. Nam pozostało ochłonąć i wypchnąć auto na bitą jezdnię. Przed nami była znowu droga na Poznań. Krzyżacy tym razem ochronili swoich gości.

il.7 nagrobki zgromadzone w Malborku

Krzysztof Czarnecki

Oddział Poznański

2013/2014

Literatura:

  1. Późnogotyckie i wczesnorenesansowe płyty nagrobne z Poznania i Szamotuł (wydanie bibliofilskie z okazji powrotu do Archidiecezji Poznańskiej późnogotyckich i wczesnorenesansowych spiżowych płyt nagrobnych Poznań – grudnia 1990 r.), Poznań 1990 (?)
  2. Wallace Collection Catalogues European Arms and Armour vol 1, London 1962
1336 Total Views 1 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing